Polska pewna i bezpieczna
25.11.2008 Rozmowa z posłem Zbigniewem Chlebowskim, przewodniczącym Klubu Parlamentarnego Platformy ObywatelskiejDlaczego Polska nie zabiega o podwyższenie raitingu, skoro nasz sektor finansowy okazał się odporny na skutki kryzysu, który ogarnął Stany Zjednoczone oraz najbogatsze kraje Europy?
– Już sam fakt, że Polska w raitingu nie spadła, to duży sukces. Być może ta sytuacja – na szczęście mamy stabilność w polskim sektorze finansowym i bankowym – otworzy nam w najbliższym czasie szansę na uzyskanie wyższego ratingu.
Nie sądzi pan, że kryzys pokazał, że nasz system bankowy – mimo że nie oferuje tak bogatych instrumentów jak systemy zachodnie – okazał się rozwinięty, jeśli chodzi o wysokie standardy bezpieczeństwa, system ostrzegawczy. Wszak rekomendacja S zaczęła obowiązywać już wiele miesięcy temu.
– Rzeczywiście wiele uwarunkowań spowodowało, że polski sektor bankowy stał się bezpieczny. Po pierwsze wydaje się, że duże znaczenie miał kryzys w latach dziewięćdziesiątych. Upadało wtedy wiele banków, dlatego zostały podjęte odpowiednie działania – zwłaszcza ustawa o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym i te wszystkie inicjatywy, które podejmował Narodowy Bank Polski. Uważam, że właśnie w tym okresie następowała rzeczywista restrukturyzacja polskiego sektora bankowego.
Wtedy wyciągnęliśmy słuszne wnioski i w jakimś sensie przeżyliśmy swego rodzaju czyściec. Było to w gruncie rzeczy potrzebne doświadczenie. W ten sposób wprowadziliśmy nowe procedury, wzmocniliśmy nadzór bankowy i na szczęście podczas tego kryzysu polskie banki nie ucierpiały. Nie zgadzam się z opiniami, że obecny kryzys to w jakimś sensie porażka wolnego rynku, porażka kapitalizmu. Według mnie jest to przede wszystkim porażka instytucji państwowych w różnych krajach. Nie było tam dobrego nadzoru państwowego. Po pierwsze nie było dobrego regulatora, po drugie, źle działały banki centralne, a w przypadku Stanów Zjednoczonych – Bank Rezerw Federalnych i wreszcie po trzecie, zawiedli ludzie –menedżerowie, którym zabrakło wyobraźni.
Uciekali się oni do takiej polityki kredytowej, do takich produktów, które nigdy nie powinny się pojawić w dobrze nadzorowanym banku, gdzie funkcjonują dobre regulacje. Reasumując, z jednej strony kryzys, który przeżyliśmy w dziewięćdziesiątym trzecim, czwartym roku w sektorze bankowym i to, co wtedy zrobiliśmy oraz to, że nie popełniliśmy takich błędów jak w Stanach Zjednoczonych, wpłynęło na podniesienie bezpieczeństwa polskiego sektora finansowego.
Czy nasza dyplomacja, nasi przedstawiciele handlowi, ambasady będą robić coś w kierunku zademonstrowania światu Polski jako zdrowej oazy rynku finansowego, tak żebyśmy mogli jak najwięcej skorzystać, żeby inwestorzy nie opuszczali naszego rynku?
– Zgadzam się z tezą, że światowy i europejski kryzys może być dużą szansą dla polskiej gospodarki, dla polskiego sektora bankowego. Jeżeli nie popełnimy błędów, to mamy sposobność zaistnienia. Polska ma ogromną szansę większego jeszcze wzrostu gospodarczego, wzmocnienia całego sektora bankowego. Ma również okazję na dodatkowe, nowe inwestycje. Olbrzymi kapitał na ogarniętych kryzysem rynkach finansowych czeka i szuka miejsc na korzystne inwestycje, kraju, w którym pieniądze są bezpieczne. Sądzę, że polski rząd robi wszystko, żeby tę sytuację wykorzystać, nie zmarnować tej bardzo dużej szansy.
Zapowiedziano szczyt na temat finansów światowych. Czy zatem rząd przygotowuje jakiś specjalny plan zaprezentowania naszego kraju jako bardzo poważnego partnera i szansy dla rynku finansowego? Czy koalicja podejmie próbę złamania niebezpiecznego stereotypu, tak żeby już więcej Polska nie była utożsamiana z Węgrami?
– Myślę, że ten problem trzeba przedstawiać w sposób rzetelny i obiektywny. Należy wyraźnie powiedzieć, że u nas jest zupełnie inna sytuacja niż w wielu krajach europejskich. A już zwłaszcza na Węgrzech. W tej chwili jest to szczególnie istotne. Powinniśmy chwalić się dobrze funkcjonującym nadzorem nad całym sektorem finansowym w Polsce, trzeba też pokazywać nasze dobre praktyki – banków i menedżerów, którzy tymi bankami zarządzali. To jest naprawdę wielka wartość. To, o czym trzeba mówić, o czym mówiono na szczycie w Brukseli, dotyczy konieczności budowy ponadkrajowych systemów. Z jednej strony nadzoru nad rynkiem finansowym, a z drugiej strony tworzenia możliwości wspólnego działania w momentach zagrożeń czy kryzysu. Obecna sytuacja kryzysowa pokazała też, że państwa nie zawsze są skuteczne, gdy działają samodzielnie. Ich decyzje nie przekładają się na niwelowanie strat i zagrożeń. Warto się chwalić, warto pokazywać to, co u nas dobre, ale warto też dbać o międzynarodowe standardy regulacji i nadzoru nad rynkami finansowymi.
W związku z kryzysem okazało się, że zawiódł system wymiany informacji. Do tej pory w Europie nie ma zintegrowanego systemu wymiany informacji między bankami działającymi na skalę międzynarodową. U nas z kolei sprawnie on funkcjonuje i może być przykładem nowoczesnego rozwiązania dla całej Unii Europejskiej. Czy Polska ma szansę chociażby w tej sferze zająć pozycję lidera?
– Właśnie w parlamencie kończymy pracę nad ustawą, która jest w tej chwili bardzo pożądana w krajach Unii Europejskiej. Tą ustawą powołujemy Komitet Stabilności Finansowej, który tworzą: Minister Finansów, Prezes Narodowego Banku Polskiego i Przewodniczący Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego. Wydaje się, że próba określenia wspólnych celów dla tych trzech najważniejszych instytucji, odpowiadających za rynki finansowe w Polsce, jest dużym, daleko idącym krokiem. Dobrze też działa Bankowy Fundusz Gwarancyjny, w którym są przedstawiciele między innymi Związku Banków Polskich. Mają oni mocną reprezentację w radzie tego funduszu. Pokazuje to, że są odpowiednie instytucje i odpowiedni przepływ informacji o całym systemie bankowo-finansowym. Wydaje się, że w jakimś sensie jest to dobry wzorzec dla wielu państw.
Czy nasi partnerzy w Unii Europejskiej wiedzą o tym, że taki system sprawnie funkcjonuje w Polsce?
– Bez wątpienia nasz minister finansów mówił w Brukseli o polskim systemie, informował o tym, jak on funkcjonuje i dlaczego Polska ustrzegła się tych zagrożeń, które niestety dotykają również wielu krajów Unii Europejskiej. O tym trzeba mówić, bo to jest model, o którym się dyskutuje we Wspólnocie. A skoro u nas taki system się sprawdza, to powinniśmy wiedzę o jego działaniu upowszechniać.
Z racji kryzysu na zachodnich rynkach finansowych warto chyba zastanowić się nad celowością choćby próby odzyskania wpływu przez państwo polskie na te banki, które zostały sprzedane? Czy w takiej sytuacji należy kontynuować prywatyzację PKO BP, sprzedawać udziały państwowe w BGŻ SA?
– W takiej sytuacji uważam, że warto zawiesić te procesy. Właściwie są trzy ważne kwestie do rozwiązania w sektorze bankowym: Bank Gospodarki Żywnościowej i to, co chce zrobić Rabobank, dalsza prywatyzacja Banku PKO BP i wreszcie sprzedaż akcji Skarbu Państwa w Pekao SA. W świetle tych zdarzeń, z którymi mamy do czynienia w zagranicznych bankach, warto zawiesić decyzje prywatyzacyjne i przynajmniej poczekać na moment uspokojenia sytuacji na międzynarodowych rynkach finansowych.
Skoro na polskim rynku finansowym panuje spokój, a nasz sektor bankowy jest w bardzo dobrej kondycji, to czy „Pakiet zaufania” był rzeczywiście potrzebny?
– Bardzo potrzebne są czasami pewne gesty, które mają uspokoić rynki, mają uspokoić również klientów banków. Tę inicjatywę oceniam wyłącznie w kategoriach takiego właśnie sygnału, ponieważ dzisiaj Narodowy Bank Polski dysponuje pełnym instrumentarium reagowania w sytuacjach trudnych lub kryzysowych. „Pakiet zaufania” traktuję jako ważny element pozytywnego oddziaływania, istotny gest i deklarację.
Więcej w Miesięczniku Finansowym BANK
Rozmawiał: Janusz Grobicki
Copyright by Miesięcznik Finansowy BANK

