Kredytów w krajowej walucie stale przybywa
26.09.2003Są tylko niewiele droższe od kredytów walutowych. Nie wiąże się z nimi ryzyko walutowe. Ich oprocentowanie jest coraz niższe. Powoli wypierają kredyty w dolarach i euro. Preferuje je już blisko 65 proc. osób rozglądających się za kredytem na zakup mieszkania - tak przynajmniej twierdzą analitycy jednego z internetowych serwisów. Kredyty w złotówkach zaskarbiają sobie coraz więcej zwolenników. Ponoć sześciu na dziesięciu z nas chce zaciągnąć kredyt w złotówkach, dwóch we frankach szwajcarskich, a pozostali - w euro i dolarach - takie są wyniki 30 tys. symulacji kredytowych, które przeprowadzili w Internecie analitycy. Twierdzą, iż odsetek zwolenników złotówek szybko rośnie, zaś euro i dolarów systematycznie maleje. I nie ma się co dziwić. Po ostatnich "szaleństwach" tych walut nawet najwięksi optymiści stracili wiarę w to, że w końcu będą mogli spać spokojnie. Na łeb, na szyję
A jeszcze dwa lata temu sytuacja wyglądała zupełnie odwrotnie. Aż 80-90 proc. kredytobiorców wybierało wówczas kredyty w obcych walutach, głównie w euro i dolarach. Decyzje Rady Polityki Pieniężnej zrobiły jednak swoje. Od czerwca 2001 r. rada aż 18 razy "ścięła" stopy procentowe. Efekt? Kredyty mieszkaniowe w złotówkach potaniały z blisko 20 do ok. 7 proc. Decyzja - waluty czy złotówki - nie jest już zatem tak oczywista dla potencjalnych kredytobiorców. Tym bardziej, że są banki, które w ramach promocji zeszły z oprocentowaniem nawet poniżej magicznej granicy, którą wyznacza "preferencyjny" kredyt rządowy, oprocentowany obecnie 6,5 proc. w skali roku. Zeszły i schodzą nadal. Oprocentowanie "złotówkowych" stale bowiem spada. Przykładowo, Pekao SA proponuje kredyt złotowy, oprocentowany 5,55 proc. w skali roku, ze stałą stopą na dwa lata. Tę do niedawna najniższą stawkę na rynku "przebił" Fortis Bank, w którym możemy pożyczyć pieniądze już za 5,14 proc. Dodatkowo osoby, które złożą wnioski do 2 stycznia 2004 r., mogą liczyć na promocje w zakresie opłat i prowizji. Rosnącej konkurencji próbuje dotrzymać kroku również Bank Zachodni WBK z oprocentowaniem 5,49 proc. BPH PBK kusi kredytami złotówkowymi już za 5,45 proc., ale tylko w przypadku oprocentowania stałego. Bank Ochrony Środowiska oferuje oprocentowanie niewiele wyższe - 5,59 proc. Zarezerwowane jest ono jednak jedynie dla osób, które wniosą wkład własny w wysokości 70 proc. Kredyt niewiele droższy, bo oprocentowany 5,75 proc. w skali roku, proponuje ING Bank Śląski. Gwarantuje przy tym, że stawka ta nie zmieni się przez 12 miesięcy. Złotówki promuje również Bank Millennium. Oprocentowanie promocyjne wynosi obecnie 5,49 proc. Komu po drodze?
Promocyjne oprocentowanie kredytów sprzyja przede wszystkim tym, którzy przy aktualnych zmiennych stopach procentowych nie mają zdolności kredytowej, a więc nie mają szans na uzyskanie kredytu. W przypadku kredytu oprocentowanego 5,14 proc. może się okazać, że taką zdolność zyskają.
- Zanim damy się skusić na atrakcyjne "procenty" pomyślmy, ile będziemy płacić za kredyt, gdy promocja się skończy. Najlepiej, jeśli oprocentowanie będzie ustalane w oparciu o stopę WIBOR, powiększoną o marżę, której wysokość znamy w momencie podpisywania umowy. Wiele banków samodzielnie ustala oprocentowanie kredytów w oparciu o swoje własne kryteria. Wówczas nie mamy gwarancji, że oprocentowanie spadnie wraz ze spadkiem rynkowych stóp procentowych.
- W przypadku Pekao SA, po dwóch latach promocji ma obowiązywać oprocentowanie zmienne, równe stopie bazowej, powiększonej o marżę. Stopę tę ustala sam bank. Wysokość marży zależy natomiast od segmentu, w jakim "mieści się" klient. Na najniższą, zerową, może liczyć posiadacz prestiżowego rachunku VIP, a najwyższą zapłaci klient spoza banku.
- Należy również pamiętać, że promocyjne oprocentowanie może być atrakcyjne tylko "przez chwilę". Może się bowiem okazać, że już po dwóch, trzech miesiącach oprocentowanie kredytów na rynku spadnie o kolejne punkty.
- Zanim zatem skorzystamy z promocyjnego oprocentowania zapytajmy, co się stanie po zakończeniu promocji. Analizując obecną ofertę banków można to częściowo przewidzieć. Jeśli bank, który dotąd drogo pożyczał złotówki, nagle chce je pożyczać taniej, warto dwa razy się zastanowić zanim skorzystamy z jego oferty. Promocje trwające rok czy dwa niewiele zmieniają w ostatecznym rozrachunku kredytowych kosztów.

