Długi kredyt Krótka lokata
05.03.2008 Materiał pochodzi z Portalu Edukacji Ekonomicznej NBPortal.plChoć boom w kredytach mieszkaniowych trwa już od dość dawna, nadal związany jest z nim pewien kłopot. Wynika on z tego, że kredyty te zaciągane są na wiele lat, a depozyty, z których finansowane są kredyty, składamy w bankach na bardzo krótkie okresy. Nazywane jest to niedopasowaniem zapadalności aktywów i pasywów. Skala tego niedopasowania powinna być zmniejszona, gdyż w przeciwnym wypadku banki mogą być zmuszone do ograniczania ekspansji kredytowej i ambitne programy budownictwa mieszkaniowego pozostaną na papierze.
Finansowanie mieszkalnictwa przeżywa boom już od dość dawna. Ten boom cieszy banki, ale i przysparza im kłopotów. Kredyty mieszkaniowe są zaciągane na wiele lat. Już nawet na dłużej niż na 30, bo w ofercie kilku banków pojawiły się kredyty, które z założenia spłacać mają jeszcze spadkobiercy. Pieniądze na te kredyty banki biorą z naszych depozytów. Nikt jednak nie lokuje w banku pieniędzy na lat 30, a tylko na kilka miesięcy, na rok, czy dwa. Ta sytuacja w której długoterminowe kredyty finansowane są depozytami krótkoterminowymi fachowo nazywa się niedopasowaniem zapadalności aktywów i pasywów. To niedopasowanie rodzi ryzyko dla banku i tych, którzy w nim lokują.
W uproszczeniu ryzyko to można opisać następująco: do banku przychodzi deponent aby ulokować 100 tys. zł na jeden rok. Bank te pieniądze przyjmuje. Chwilę potem przychodzi do banku kredytobiorca, który chce pożyczyć również 100 tys. zł, ale nie na rok, a na 30 lat. Bank - upraszczając - wypłaca mu więc te same, przyjęte niedawno 100 tys. Po upływie roku do banku zgłasza się deponent po swoje pieniądze wraz z należnymi mu odsetkami, a więc - mniej więcej - po 105 tys. zł. Tymczasem kredytobiorca przez ten rok spłacił bankowi z owych 100 tys. dopiero kilka tysięcy złotych. Bank ma więc - teoretycznie - dziurę na ok. 100 tys. zł.
Oczywiście odpowiedzialny bank umie kontrolować takie ryzyka i wypłaci deponentowi należną mu kwotę - weźmie ją przede wszystkim z pieniędzy innych deponentów, bo strumień krótkoterminowego pieniądza na razie płynie do banku nieprzerwanie. Ale owo niedopasowanie aktywów i pasywów przecież pozostaje. I stale rośnie. Nasze lokaty w bankach od kilku lat prawie nie rosną. Coraz chętniej zanosimy pieniądze do funduszy inwestycyjnych. Tymczasem długoterminowych kredytów jest coraz więcej.
Niektórzy eksperci przewidują, że - jeśli nic się nie zmieni - już za dwa lata banki musiałyby ograniczać pulę nowych kredytów. Aby więc wspomniane niedopasowanie nie hamowało kredytów, należy poszukiwać innych niż nasze depozyty źródeł finansowania kredytów mieszkaniowych. Jedna z propozycji ekspertów zakłada wprowadzenie limitów, do których banki mogłyby finansować długoletnie kredyty pieniędzmi z depozytów. Powyżej tego limitu bank musiałby na pożyczki brać już pieniądze z innych źródeł. Nie te powierzone mu przez oszczędzających, lecz np. z emisji długoletnich obligacji, kupowanych przez inwestorów instytucjonalnych. Innym niż obligacje instrumentem mogłaby być sekurytyzacja kredytów mieszkaniowych. W uproszczeniu, sekurytyzacja polega na tym, że bank sprzedawałby określony pakiet udzielonych już kredytów specjalnej spółce celowej. Bank od razu dostawałby od tej spółki prawie tyle pieniędzy, ile wypłacił kredytobiorcom. A ich comiesięczne spłaty rat wędrowałyby do tej spółki, która w ten sposób odzyskiwałaby kwoty zapłacone bankowi. Na razie jednak sekurytyzacja napotyka w Polsce bariery prawne, hamujące jej szersze stosowanie.
Są ambitne programy rozwoju budownictwa mieszkaniowego. Ale nie nastąpi to bez dalszego dynamicznego wzrostu kredytów mieszkaniowych. Najpierw trzeba usunąć tego typu bariery, zadbać o rozwój nowych instrumentów i rynków finansowych, a dopiero potem można będzie planować, ile powstanie nowych mieszkań.
Autor: Sławomir Lipiński
Copyright by Portal Edukacji Ekonomicznej NBPortal.pl

